Lato roku 2025 Chęciński Uniwersytet Trzeciego Wieku, a właściwie 54 osoby postanowiły spędzić w Iwoniczu Zdroju. Łącząc przyjemne z pożytecznym bo był to turnus rehabilitacyjno-wypoczynkowy.
Iwonicz Zdrój, piękne podkarpackie miasto – uzdrowisko swoim powstaniem sięgające do przełomu XIV i XV wieku. Jego początki to osada rycerska. Piękna nazwa miejscowości wzięła się prawdopodobnie od imienia lub nazwiska właścicieli terenów: Iwo, Iwona lub od rodu Iwanieckich. Urok tej miejscowości to piękne położenie wśród wzgórz porośniętych jodłą i bukami, zdrowotne wody mineralne, borowina, krystaliczne powietrze, którym „lekko” się oddycha. Urok Iwonicza to również to, iż jako uzdrowisko nie jest „oblegane” i „przeładowane kuracjuszami”, jest kameralne, wyciszone, swojskie, bez blichtu wielkiego kurortu. Więc można tu świetnie wypocząć, zregenerować siły korzystając z rehabilitacji na parterze budynku Watra, w którym mieszkaliśmy. Pomieszczenia rehabilitacyjne odnowione, czyściutkie, miła i kulturalna obsługa, dobry nastrój nasz, czyli kuracjuszy i zabiegi, które pozwalały wracać do zdrowia. Na zabiegach najczęściej spędzaliśmy przedpołudnia. Czas poobiedni spędzaliśmy na spacerach po Iwoniczu, wycieczkach do Przemyśla, Kalwarii Pacławskiej, Arłamowa, Rymanowa, Krosna, Dukli, Miejsca Piastowego. Były również wieczorki taneczne, na Placu Dietla w centrum Iwonicza Zdroju, gdzie spotykali się kuracjusze ze wszystkich obiektów sanatoryjnych, bądź na „deptaku” przed Watrą . Muzyka towarzyszyła nam codziennie, była to zasługa Jarka - odpowiedzialnego za tę część wypoczynku. W programie mieliśmy również wieczorki z didżejem – i to była najlepsza rehabilitacja. Radość, śpiew i taniec, to co nas uskrzydla, dodaję otuchy i zdrowia. Ale na takich rehabilitacyjnych pobytach ważne są również rozmowy, spostrzeżenia, wymiana myśli, doświadczeń, anegdot. W tym wszystkim ważny jest humor, który nas nie opuszczał. Każda chwila spędzona razem to śmiech, dowcipy, radość z tego, że możemy być razem. Urok ciszy i spokoju w Iwoniczu tak działa na każdego. Jest to piękne uzdrowisko ulubione przez nas. Kiedy wracaliśmy po posiłkach, stało się tradycją, większość z nas „zasiadała” na dolnym tarasie na ławeczkach. Panie w pięknych kolorowych strojach, panowie również, wyglądało to nader ciekawie i zjawiskowo – jak jaskółki na linii i wówczas radości i śmiechom nie było końca Jak zwykle grupa była sympatyczna, życzliwa wobec siebie a wszystko to za sprawą organizatorów, zdobytego tam zdrowia i wrażeń z pobytu i wycieczek. Tradycyjnie organizacja była wspaniała. Czuliśmy się dobrze , zaopiekowani i otoczeni troskliwością. Dziękujemy Włodkowi i Zosi i już pytamy gdzie będzie następny wyjazd. Gospodarze i pracownicy zapraszali nas na następny pobyt.
Anna Żuława – notatka z turnusu. Zdjęcia Zofia Puchała.


.


