Joannes Paulus II, papa Ecclesiae Catholicae

Rozpoczynamy cykl wykładów o Janie Pawle II przesłanych nam przez ks. dr Rafała Dudałę.

   

Pomimo upływającego czasu, nic na swej aktualności nie straciły pytania, które nazajutrz po wyborze stawiało wielu dziennikarzy, polityków, przywódców religijnych oraz zwykłych członków Kościoła katolickiego. Pytano przede wszystkim: Chi è? – Kto to jest ów Wojtyła? Kim jest ten kardynał „z dalekiego kraju”? Dziś, niejako pogłębiając tamten „personalny rekonesans” pytamy wnikliwiej: w którym kierunku Papież-Polak poprowadził „łódź Piotrową”? Czy rzeczywiście zrealizował – jak tego pragnął – dzieło odnowy soborowej? Na ile doświadczenia wyniesione z kraju komunistycznego pozwoliły mu na podjęcie dialogu ze współczesnym światem na płaszczyźnie religii i kultury, polityki i ekonomii, wiary i moralności? A z perspektywy 2 kwietnia 2005 r.: Czym jest jego pontyfikat dla Polski, dla Kościoła, dla świata? Czym jest ta ogromna spuścizna papieskiego nauczania? Co stanowi osnowę rozlicznych wystąpień (14 encyklik, 45 listów apostolskich, 15 adhortacji apostolskich, 28 motu proprio, 11 konstytucji, 3300 przemówień, 1000 przemówień w ramach audiencji, 3 książki autobiograficzne i tyleż książek-wywiadów, tom wierszy. Wszystko razem stanowi ponad 80 tysięcy stron w 54 tomach. W pierwszych latach pontyfikatu 4 tysiące stron rocznie, czyli siedem razy więcej niż Pius XII i dwa razy więcej niż Paweł VI), poruszających szereg kluczowych dla współczesnego człowieka zagadnień i co wydaje się być w tym „pierwsze”? Czy można jednak w ogóle stawiać tego rodzaju pytania, by następnie szukać na nie odpowiedzi? A może nawet i należy? Dziś, gdy przebrzmiały już medialne przekazy z „ostatniej pielgrzymki”, jak nazywano wydarzenia wokół choroby, śmierci i pogrzebu Papieża, gdy codzienność – ta prywatna, rodzinna, i ta narodowa znów skrzypi, gdy wielu wyraża własne obawy i lęk, zaś uczeni zaczynają powątpiewać w trwałość wniesionego w dziedzictwo narodowe pontyfikatu, warto przypomnieć dzień i słowa, które on, pełen pokoju, ufności i „w posłuszeństwie wiary wobec Chrystusa, swojego Pana, zawierzając Matce Chrystusa i Kościoła – świadom wielkich trudności” (RH 2), w dniu inauguracji proklamował: „Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Otwórzcie drzwi Jego zbawczej władzy, otwórzcie jej granice państw, systemy ekonomiczne i polityczne, szerokie obszary kultury, cywilizacji i rozwoju. Nie lękajcie się! Chrystus wie, «co kryje się we wnętrzu człowieka». Jedynie On to wie!” Nowy Papież przyjął te same imiona, jakie wybrał jego poprzednik Jan Paweł I (warto wspomnieć, iż owa dwoistość imion była bez precedensu w historii). Dostrzegając w wyborze z 26 sierpnia 1978 r. „jakby wymowny znak łaski na drodze nowego pontyfikatu”, uznał on zarazem, że skoro „pontyfikat ten trwał tylko trzydzieści trzy dni, wypada mi go nie tylko kontynuować, ale niejako podjąć w samym punkcie wyjścia, o którym świadczy naprzód wybór tych dwu właśnie imion”. Nowy pontyfikat, mając być – w historycznym zamyśle – kontynuacją dzieła Jana XXIII i Pawła VI, stać się miał nadto – na sposób profetyczny – niezwykłym zespoleniem bycia „umiłowanym uczniem” na wzór św. Jana oraz „apostołem narodów” za przykładem św. Pawła. Światowe media podjęły temat wyniku konklawe natychmiast: „Historia, która się teraz zaczyna, jest rzeczywiście nowa” – komentowano we Włoszech. „Naprawdę trudno byłoby o wybór bardziej interesujący, wręcz prowokujący” – pisali Amerykanie. We Francji można było przeczytać: „Cudowne! Najwierniejszy i najbardziej szczodry kraj Europy daje nam papieża”. Zaś w Niemczech Zachodnich podkreślano, że wybór polskiego kardynała na Głowę Kościoła katolickiego stanowi zaskoczenie nie mające porównania w całej dotychczasowej historii papiestwa. Nader „skromnie” rzecz całą przedstawiała polska prasa rządowa, albowiem dla „Trybuny Ludu” wiadomością dnia były „wykopki ziemniaków prowadzone przez kółka rolnicze”, zaś „Żołnierz Wolności” poświęcił tyle samo miejsca wyborowi papieża, ile posiedzeniu Rady Wojskowej Układu Warszawskiego czy przyjęciu przez premiera PRL ministra handlu zagranicznego Węgierskiej Republiki Ludowej. Dni kolejne przyniosły pierwsze komentarze polityczne, w których podkreślano, iż wybór Polaka na głowę Kościoła rzymskokatolickiego jest wyrazem uznania dla ustroju państw socjalistycznych, w czym „dostrzega się przejaw szacunku dla Polski Ludowej”.A potem była już inauguracja – 300 tys. osób, homilia przerywana oklaskami aż 45 razy, przeszło trzygodzinna uroczystość, i słowa nowego Papieża na zakończenie modlitwy „Anioł Pański” wypowiedziane do wiwatującego wciąż tłumu: „Musimy kończyć, trzeba już kończyć, bo już czas na obiad”. Nie dziwi, iż wszystko to, co 22 października 1978 r. miało miejsce na Placu św. Piotra w Rzymie, kardynał Stefan Wyszyński nazwał „krakowskim weselem”. Zapowiadał się w pełni nowatorski pontyfikat…

Nie lękajcie się. Rozmowy z Janem Pawłem II [André Frossard] Dar i Tajemnica. W pięćdziesiątą rocznicę moich święceń kapłańskich Pamięć i tożsamość. Rozmowy na przełomie tysiącleci.